6 stycznia 2024

Poczta, przelewy i ciemne strony charytatywności

 Polacy solidaryzują się w potrzebie, a wyrazem tego są różnorakie zbiórki prowadzone przez szereg instytucji, stowarzyszeń i fundacji. Zarówno czasy PRL, jak i trudny początek XXI w. utwierdziły Polaków w tym, że trzeba pomagać, pomagać wypada i trzeba sobie ufać. I zasadniczo nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że część z organizacji ma bardziej charakter pasożytniczy niż dobroczynny, a ich ofiary kierują się różnymi motywacjami cementującymi taki związek. Jak to dzieje się, że szlachetne przesłanki niosą ze sobą ryzyko wykorzystania?

Opiszę poniżej, jak to może wyglądać w przypadku osób starszych, które to nader często są obiektem zainteresowania fundacji, "instytutów", "centrów" i stowarzyszeń, które dalej będę określał słowem "organizacja", a które są nietransparentne. Jest to historia z autopsji i podejrzewam, że ma miejsce na dużą skalę.

Senior-emeryt bardzo często nie korzysta z internetu ani aplikacji mobilnych, łatwo daje się za to przekonać historiom, jakie otrzymuje w postaci druków. Pierwszy kontakt z organizacją bywa efektem akcji ulotkowej lub korespondencji bezadresowej, ale też może być dziełem przypadku, jak wybranie wsparcia organizacji OPP podczas wypełniania PIT. 

Podanie adresu seniora w liście, wypełnionym przelewie lub PIT otwiera drogę do dalszej korespondencji, tym razem jednak już imiennej i adresowanej do domu. Organizacja wysyła kolejne prośby o wsparcie, wskazując cele jakże racjonalnie ważne, a zarazem często nie wskazując ani kosztów, ani nie identyfikując w pełni beneficjentów. To może być pomoc dla Bartka, leki dla Ani, msza w Fatimie, marsz w obronie rodzin, utrzymanie zakonnic itd. Cel uświęca środki.

Jeśli emeryt odpowie przelewem, będzie to okazja do wysłania podziękowania i kolejnej prośby o pieniądze. I tak regularnie, cały rok, w wyniku jednego, drugiego przelewu pojawia się stały strumień pieniędzy. Pieniędzy, które nie są rozliczane w sposób transparentny, bo organizacje z reguły nie chwalą się rezultatem zbiórek, bardzo często nie publikują jawnych sprawozdań finansowych, unikają pisania o podziale otrzymanych kwot. To nie są standardy Caritas czy Jurka Owsiaka. To standardy Januszexu. 

I zapewne nawet nie mają na przejrzystość ochoty, bo zwykle wysyłane druki przelewów mają cały czas ten sam numer konta i bardzo ogólny tytuł przelewu, jak "POMOC", "Dar na działalność statutową" itd. W ten sposób organizacje rozwiązują sobie ręce w tym, jak otrzymane pieniądze zostanę wykorzystane. Brak opisu szczegółowego oznacza, że to nie Bartuś ani Ania dostaną pomoc, tylko osoby, które wskaże prezes. A może i otrzymane kwoty pójdą na koszty druku i korespondencji oraz zatrudnienia, bo w sumie najbardziej chodzi o to, by interes się kręcił.

Świadczy też o tym inne rzadziej stosowane rozwiązanie: na blankiecie przelewu wpisywany jest nie tyle jeden ten sam rachunek organizacji, co rachunek płatności masowych. Celują w tym organizacje świeckich udających religijność. Rachunek płatności masowych służy do kontroli wpłat konkretnych osób, którym nadano identyfikatory systemowe. Nikt z tym się nie kryje, numery są widoczne.  Rachunki tego typu stosują elektrownie, gazownie, spółdzielnie mieszkaniowe. Senior-emeryt staje się więc obiektem psychologicznego ataku i mierzy się jego skuteczność wielkością i ilością przysłanych środków, stosując technikę i raportowanie, umożliwiające zbieranie statystyk.

Warto zauważyć, że w całym tym procederze istotną rolę pełni Poczta Polska. To tam najczęściej emeryt zrobi przelew i to ona dostarcza korespondencję. Bez niej cały ten proceder by się załamał, a może i załamać się wcześniej, wraz z bardziej świadomą zmianą pokoleniową. Nowe pokolenie skorzysta z aplikacji mobilnych, wybierze cele charytatywne bardziej świadomie i lepiej zadba o anonimowość, odetnie się od ciągłości listów. Poczta jest też beneficjentem tej sytuacji, czy będzie więc reagować?

Dlaczego seniorzy wielokrotnie odpowiadają na prośby o pieniądze nieznanych sobie organizacji w sposób zupełnie bezkrytyczny? Z jednej strony to zasługa marketingu, przekonującego, że to konieczna pomoc. Królują w nim słowa takie jak szlachetny, opiekuńczy, pomocny, błogosławiony i serduszka, uśmiechy, a dla kontrastu starszą zagrożenia. Z drugiej strony są to wrażliwe serca emerytów, często zmotywowane religijnie, by dawać jałmużnę. Przecież to dobre uczynki, a te budują schodki do raju, no a raj w przypadku seniora jest tą perspektywą stosunkowo bliską. 

I tak oto droga do raju jednych staje się drogą do utrzymania (a nie wątpię, że i czasem bogactwa) drugich. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz