16 kwietnia 2021

Fundusze inwestycyjne, marzec 2021

Dane z minionego miesiąca

Zmiany aktywów uporządkowane kwotowo w funduszach otwartych - na podstawie danych IZFiA.
Poprzedni miesiąc TUTAJ
Podsumowanie salda nabyć i umorzeń miesiąca w podziale na typy funduszy polecam na Analizy.pl

Największe wzrosty:

1. NN Krótkoterminowych Obligacji 265.15 MLN PLN 5.75%
2. Santander Dłużny Krótkoterminowy 168.64 MLN PLN 5.76%
3. Pekao Spokojna Inwestycja 157.92 MLN PLN 3.7%
4. NN (L) Obligacji Plus 149.24 MLN PLN 12.89%
5. Generali Korona Dochodowy 135.08 MLN PLN 2.18%
6. PKO Technologii i Innowacji Globalny 132.11 MLN PLN 6.47%
7. Santander Prestiż Alfa 125.41 MLN PLN 26.51%
8. PZU Oszczędnościowy 121.21 MLN PLN 6.7%
9. PZU SEJF+ 117.27 MLN PLN 28.89%
10. PKO Obligacji Samorządowych 111.25 MLN PLN 17.1%

Dług krótkoterminowy górą! Spadki w obligacjach długoterminowych zrobiły swoje. Klienci zagłosowali na te fundusze, które jeszcze przynoszą jakiś zysk. Obecność PKO symboliczna przez fundusz technologiczny, który rośnie za sprawą wyceny aktywów. Dawno tak nie było, by PKO brakowało na podium. Cały rynek: detaliczny i niedetaliczny na koniec marca zaliczył wzrost aktywów o 7,6 mld zł.

Największe spadki:

1. Skarbiec - Spółek Wzrostowych -134.15 MLN PLN -11.19%
2. NN Obligacji -113.13 MLN PLN -2.86%
3. Santander Prestiż Obligacji Skarbowych -77.73 MLN PLN -4.94%
4. PKO Obligacji Długoterminowych -63.88 MLN PLN -0.87%
5. Aviva Investors Dłużny -38.61 MLN PLN -1.38%
6. Santander Obligacji Skarbowych -37.79 MLN PLN -2.29%
7. Generali Korona Obligacje -29.71 MLN PLN -3.23%
8. Investor Obligacji -23.51 MLN PLN -3.38%
9. Skarbiec - Akcja -21.94 MLN PLN -9.44%
10. Skarbiec - Dłużny Uniwersalny -19.26 MLN PLN -4.86%
Spadki aktywów funduszy obligacji skarbowych są dość niewielkie. To by oznaczało, że klienci nie tyle uciekali, ile korygowali pozycje. Na liście aż 3 subfundusze Skarbca, w tym Skarbiec - Spółek Wzrostowych. Większość utraty aktywów w tym funduszu to spadek notowań. Ciekawe, że zachowanie technologicznego PKO było zupełnie przeciwne. Może uratowała go bardziej zachowawcza polityka (akcje Microsoft, Amazon) i... około 30% udział obligacji?

Chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na kilka małych funduszy ze sporymi przyrostami.

Procentowe wzrosty funduszy o aktywach>5 MLN w poprzednim miesiącu
1. Baltic Konserwatywny SFIO 16.97 MLN PLN 93.34%
2. AGIO Małych i Średnich Spółek (Globalny) 6.67 MLN PLN 83.55%
3. AGIO Agresywny Spółek Wzrostowych 6.51 MLN PLN 65.31%
4. Esaliens Małych Spółek Amerykańskich 8.29 MLN PLN 64.47%
5. Investor Nieruchomości i Budownictwa 6.1 MLN PLN 54.94%

Fundusze AGIO pokazały trochę wigoru w ostatnim kwartale i to procentuje zainteresowaniem klientów. Fundusz Esaliensa wydaje się mocno skorelowany z amerykańskim Russell 2000, który rósł w tym okresie. O funduszu Investor wspominałem wcześniej jako spóźnionym beneficjencie odbicia. To nie jest rekomendacja - nie mam pojęcia, czy fundusze nadal będą rosły.

Najczęściej kupowane fundusze

Bossafund wymienia głównie fundusze obligacyjne krótkiego terminu i uniwersalne, jak Generali Korona Dochodowy, Superfund Spokojna Inwestycja, NN Krótkoterminowych Obligacji. Jednak drugie miejsce to Skarbiec Spółek Wzrostowych, co wskazywałoby, że klienci grają na odbicie tego funduszu po spadkach w marcu (pamiętamy o funduszach Ark Innovation?). Podobna mieszanka popularności była w mBanku, który wymienia jeszcze swoje mFundusze (dla każdego, dla aktywnych).

Aktualności

W tym tygodniu zaktualizowałem porównanie ofert bankowych platform funduszy. Wróbelki ćwierkają, że oferta nadal może rosnąć - a sam marzec przyniósł 42 fundusze zagraniczne w mBanku.

Giełdy krajów rozwiniętych, a i polska, nadal wykazywały chęć do wzrostu. Tego samego nie da się powiedzieć o obligacjach, można raczej wskazywać na odwrotną korelację. Zobaczmy notowania, liczby z 2021-04-14.

Fundusze niskiego ryzyka zagranicznych aktywów

Wzloty w terminie 3M:
Pekao Obligacji Dolarowych Plus 1.62%
PKO Papierów Dłużnych USD 1.45%
NN (L) Globalny Długu Korporacyjnego 1.28%
Skarbiec Global High Yield Bond 1.11%
Pekao Obligacji i Dochodu 0.74%

Nadal nieliczne fundusze dłużne pokazują zyski, tym razem obecne są walutowe - złoty osłabiał się, a ostatnie tygodnie to znów umocnienie. Na wyróżnienie w tej sytuacji zasługuje NN (L) Globalny Długu Korporacyjnego, który już wcześniej przewijał się w zestawieniu.

Upadki w terminie 3M:
Esaliens Makrostrategii Papierów Dłużnych -5.44%
Allianz PIMCO Emerging Local Bond -5.38%
Generali Obligacje: Nowa Europa -5.3%
NN (L) Obligacji Rynków Wschodzących (Waluta Lokalna) -5.2%
PZU Dłużny Rynków Wschodzących -4.29%

Rynki zagraniczne długu dotknęła ostra korekta: i dług wschodzący, i rozwinięty, i wysokiego ryzyka. Czy ta korekta może słabnie już? Zobaczmy na rezultaty 1M :

Wzloty w terminie 1M:
Esaliens Makrostrategii Papierów Dłużnych 1.41%
Allianz PIMCO Emerging Markets Bond 1.24%
Investor Obligacji Rynków Wschodzących Plus 0.87%
NN (L) Globalny Długu Korporacyjnego 0.81%
Pekao Obligacji i Dochodu 0.74%

Tu mamy plusy, wydaje się, że spadki na razie się zatrzymały. Ciekaw jestem, co będzie dalej.

Fundusze niskiego ryzyka polskich aktywów

Wzloty w terminie 3M:
Energia Konserwatywny 1.94%
Rockbridge Obligacji Korporacyjnych 1.61%
GAMMA Obligacji Korporacyjnych 0.95%
GAMMA Plus 0.92%
MetLife Konserwatywny Plus 0.89%

Bardzo wysoki wynik funduszu Energii, potem znany nam Rockbridge, korporacyjna Gamma, a za nią całe stado funduszy konserwatywnych. Ich wyniki nie są wysokie, ale w stosunku do banków nadal dobre. Ba! Pokazane wyżej wyniki to okres kwartału, a obligacje detaliczne SP na trzy miesiące dają 0,5% rocznie! I cieszą się dużym wzięciem.

Upadki w terminie 3M:
DB Fund Instrumentów Dłużnych -2.42%
PZU Dłużny Aktywny -2.21%
PZU Papierów Dłużnych POLONEZ -2.11%
SGB Dłużny -1.76%
Skarbiec Dłużny Uniwersalny -1.7%

Traciły fundusze PZU mające romans z zagranicą, podobnie Skarbiec. Co dalej - zależy od zagranicy. Polskie obligacje ostatni miesiąc korygowały się w górę - mam szczere wątpliwości co do trwałości tego odbicia.

Popatrzmy na akcje i inne ryzykowne aktywa.

Pozostałe fundusze 1M

Wzloty w terminie 1M:
QUERCUS Agresywny 7.67%
BNP Paribas Małych i Średnich Spółek 7.59%
AGIO Akcji Małych i Średnich Spółek 7.38%
Skarbiec Małych i Średnich Spółek 7.15%
Allianz Europe Equity Growth Select 6.92%
Rockbridge Selektywny 6.79%
Investor Quality 6.4%
Pekao Megatrendy 6.34%
MetLife Akcji Średnich Spółek 5.87%
MetLife Akcji Polskich 5.85%

Ostatni miesiąc to był dobry okres dla funduszy akcji MiŚS. Napływały środki, wyniki rosły. Dobrze radzą sobie tez otwarte fundusze uniwersalne mimo braku napływów. Być może pomaga rynkowe tło, konkretnie napływ do PPK - w marcu ponad 400 mln.

Upadki w terminie 1M:
Investor Turcja -14.85%
Novo Globalnego Dochodu -6.99%
ALTIUS Short -6.23%
Santander Prestiż Akcji Środkowej i Wschodniej Europy -5.79%
MetLife Akcji Nowa Europa -5.12%
PKO Akcji Nowa Europa -4.7%
Allianz India Equity -4.55%
Investor Indie i Chiny -4.16%
MetLife Akcji Europy Środkowej i Wschodniej -3.95%
Superfund Silver -3.89%

Na drugim biegunie była Turcja (żartobliwie nazywana Nową Europą ;-) ), Indie. Tu wypada wspomnieć, że przez Indie przetacza się fala pandemii. Kraje rozwinięte szczepią się najszybciej, a biedniejsze zostają w tyle.

Treści zawarte na tym blogu nie stanowią rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Zgodnie z powyższym autor nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na podstawie treści zawartych w biuletynie. Autor blogu nie świadczy doradztwa w związku z opisywanymi transakcjami ani nie udziela porad inwestycyjnych lub rekomendacji zawarcia transakcji, co oznacza, że udzielone informacje nie mają charakteru porady inwestycyjnej lub rekomendacji. Ostateczna decyzja zawarcia transakcji należy wyłącznie do Czytelnika. Autor nie występuje w roli pośrednika ani przedstawiciela. Przed zawarciem jakiejkolwiek z opisywanych na łamach bloga transakcji, każdy Czytelnik powinien, nie opierając się na informacjach publikowanych na łamach bloga, określić jej ryzyko, potencjalne korzyści oraz straty z nią związane, jak również charakterystykę, konsekwencje prawne, podatkowe i księgowe transakcji oraz konsekwencje zmieniających się czynników rynkowych.

10 kwietnia 2021

Nowe fundusze w Supermarkecie mBanku

W marcu mBank poinformował o 42 nowych subfunduszach zagranicznych trzech marek: AllianceBernstein (listowane jako AB), Fidelity, Schroder. Obecność tzw. funduszy luksemburskich w polskiej dystrybucji bez opłat to rzadkość, ale odnotuję: mBank nie jest jedyny, podobny ruch wykonał serwis KupFundusz.

Co ciekawe, minimalna kwota inwestycji w mBanku to tylko 1000 zł. Z funduszami zagranicznymi wiąże się taka niedogodność, że trzeba samemu odprowadzać podatek od zysków. Nie wiem jeszcze, czy mBank przewiduje tu jakieś udogodnienia, zasięgnę informacji.

Przez ostatni rok bardzo dużo zmieniło się w pejzażu dostępnych funduszy i to skłoniło mnie do pracy nad aktualizacją wpisu: Gdzie kupić fundusze inwestycyjne . Niestety, zadanie to przeciągnie się, gdyż BNP Paribas odciął mi możliwość nabywania funduszy w nowym serwisie GOOnline i jestem w trakcie wyjaśniania, czy w ogóle to możliwe i na jakich zasadach. Infolinia banku nie ma dość kompetencji, by mi szybko pomóc.

Patrząc z kolei na ofertę mBanku i Bossafund, to można mówić o rosnącej konkurencji. mBank tworzy marki-subfundusze i oddaje je w zarządzanie, planuje stworzenie swojego TFI, a jednocześnie wrzucił fundusze luksemburskie. Bossafund z kolei ma przewagi na polu funduszy krajowych: wybór subfunduszy i towarzystw jest zwykle szerszy niż gdzie indziej. mBank, nie wiedzieć czemu, niektóre subfundusze omija w ofercie pomimo obecności samego TFI. W obu wypadkach można jednak mówić o dużej nieobecności TFI marek bankowych, wyjątki stanowią Noble Funds, PKO i BPS. Z drugiej strony, marki bankowych TFI rzadko błyszczą wynikami.

Patrząc ilościowo po ofertach, mBank i Bossafund idą niemal łeb w łeb, przewaga nad mBankiem topnieje (a ma on teraz 288 ofert kategorii jednostek funduszy). Bardzo mnie to cieszy - lubię dywersyfikację i szeroki wybór TFI, do tego chętnie korzystam z parasoli podatkowych.

Aktualizacja: porównanie platform bankowych odświeżone!

3 kwietnia 2021

Testuję CitiKonto i jego Kantor. Czy Revolut został zdetronizowany?

Upłynęło sporo czasu od mojego wpisu na temat promocji CitiKonta. Nie odzywałem się wcześniej, gdyż założenie konta okazało się trudniejsze, niż podejrzewałem. Bank przez szereg tygodni informował mnie o tym, że wniosek jest procesowany. Dostawałem SMS-y niemal bez końca. Dzwoniłem do infolinii. Obiecywano mi odpowiedź i... nic. Przestałem nalegać.

Całą sprawę wyjaśniono po niemal 4 miesiącach. Mój wniosek pałętał się po systemach w jakiejś magicznej pętli, z której nie mógł wyjść, bo... byłem już klientem Citi z innej okazji. Bank nie wziął pod uwagę prostego czynnika: wcześniej ostro promował kartę kredytową Simplicity, którą zamówiłem i nadal zresztą mam. Procedura promocyjnego składania wniosku nie brała tego pod uwagę.

Przypomnę, że Citi już dwa lata temu wszedł na ścieżkę wojenną z Revolutem wprowadzając 8% prowizji - opis sytuacji TUTAJ. Było to fatalne posunięcie i zdecydowano się zaatakować z innej strony, wprowadzając nowe CitiKonto i kantor z atrakcyjnymi kursami - początkowo spread był nawet tak niski, jak pół grosza.

Ale zanim otrzymałem konto, kartę i promocję (a jakże, uznano, że nie mogę być poszkodowany) sporo się zmieniło. Jak pisałem: Już nieraz bywało tak, że po promocyjnej ofercie ceny szły w górę. A tu doszedł jeszcze jeden czynnik: pandemia. W jej wyniku zarówno banki, jak i fintechy jak Revolut, zaczęły szukać zysków. 

Ostatecznie, obecnie w dni powszednie spread Citi dla głównych walut wynosi kilka groszy (czyli to okolice 1% kursu):


To nadal dobry kurs, ale jednak ustępujący temu z Revoluta. Sytuacja jednak pogorszyła się w przedświąteczną sobotę:


Różnica na kupnie-sprzedaży dla euro to 43 gorsze, dla dolara 36 groszy - to jakieś 9%. W świąteczne dni handel na pewno słabnie, ale konkurencja daj o wiele lepsze kursy. W tej sytuacji trudno nazwać ofertę Citi nawet najbliższą - Alior Kantor nie poszerzył tak widełek i uważam go za najbliższego konkurenta Revoluta. Ponadto wszyscy konkurencji stracili jedną z przewag: szczycenie się bezpieczeństwem zebranych środków. Revolut założył bank i przechowuje tam nasze środki

Tak więc - póki co - do detronizacji Revoluta w roli podręcznego kantoru nie doszło. Król nie umarł, choć lekko go poturbowały ataki i przejścia: ponownie rachunki Revolut w PLN nie są w Polsce. Można się o tym przekonać sprawdzając numer IBAN. Początkowe litery LT oznaczają Litwę.

28 marca 2021

Demografia, nauka, kobiety. Recenzja książki "The Empty Planet"

 Gdy kanadyjski demograf i dziennikarz wybierają się w podróż po wielkich aglomeracjach świata, by przekonać się naocznie, jak ich demograficzne teorie mają się do codzienności, to już robi się ciekawie.  Jeśli spodziewacie się w wyniku tego wykresów, tabel, z jakimi każdy amator demografii styka się co raz - zawiedziecie się. Mimo to uważam, że "The Empty Planet"  to pozycja popularnonaukowa nie do pominięcia i czyta się ją nadzwyczaj dobrze. 

Darrel Bricker i John Ibbitson rozpoczynają swoją opowieść migawkami z demograficznej historii świata. Pierwszy rozdział, od początków ludzkości do czasów nowożytnych, stanowi wprowadzenie przed podróżą po wszystkich kontynentach.  Nie zanudza, a raczej odwrotnie: to wielki skrót z podstaw, łatwo o zawrót w głowie  w tempie tego przeglądu. Jest tu wiedza o podstawach, o fazach w demografii, teorii Malthusa, o tym, że każdy kraj ma swoje tempo rozwoju i swoją fazę. I że obecnie wypływamy na wody nieznane: kraje rozwinięte próbują wpłynąć na swoją demografię, która utknęła poniżej współczynnika zastępowalności. 

W kolejnych rozdziałach razem z autorami odbywamy podróż po kontynentach, przyglądając się mieszkańcom takich krajów jak Nigeria, Japonia, Indie, Brazylia, USA, Kanada. Omawiają trendy demograficzne w poszczególnych krajach i rozmawiają z mieszkańcami, by określić czynniki mające wpływ na demografię. Pada też szereg liczb. Nie zdradzę wszystkich szczegółów, ale zwrócę uwagę na trzy naświetlone obszary.

Pierwszy to szeroko rozumiana nauka. Rozwój wiedzy, techniki, dokonał prawdziwego przewrotu w naszym życiu, a największą korzyść dały postępy w medycynie. Zarówno długość życia, jak i jego jakość, możliwości wyżywienia miliardów ludzi są dziś w punkcie, o którym można było tylko marzyć np. 200 lat temu. A przecież w historii człowieka te 200 lat to krótki okres.

Ale nauka to też wiedza o kontroli płodności, antykoncepcji, edukacja seksualna. I tak nauka, przedłużając życie i zdrowie, raz daje demograficzne górki, aby w innych aspektach powodować spadki. Chcemy żyć zdrowo, wygodnie, rzadziej decydujemy się na dzieci. Ale jeśli myślimy o spadkach i mniejszej ilości dzieci, to także o ich rodzeniu i o kobietach. 

Demografowie dają temu wyraz wielokrotnie: kluczem do malejących współczynników płodności są kobiety. Przez wieki zmuszane do jedynie słusznej roli matki, zmuszane do współżycia i dbania o gromadkę dzieci. Dotąd w wielu krajach i kulturach niemające tych samych praw co mężczyźni. Wykorzystywane w domu i w pracy, podlegają władzy patriarchalnej. Nie będę cytować książki, zamiast tego dodam własne przykłady nierównych praw kobiet. Uniwersytet Jagielloński chwali się wielowiekową historią, a dostęp kobiet do uczelni to koniec XIX wieku. Incydentem XV wieku na uczelni była obecność przebranej dziewczyny o imieniu Nawojka, o mało nie skazanej na stos. W Japonii kobiety nadal mają ograniczoną możliwość uczestniczenia w życiu politycznym (10% w parlamencie, gdy średnia światowa 24%), a niedawno jedna z partii zażądała, by milczały na posiedzeniach.

Nierówne traktowanie kobiet przez wieki jest faktem. Niemal każda religia zawiera elementy dyskryminacji kobiet, czy to jako ograniczenie praw, czy wprost stwierdzenie ich podrzędności w stosunku do mężczyzn - mężów, ojców. W czasach postępu i demokratyzacji każdej dziedziny życia takie podejście skazane jest na porażkę, a więc i postępuje sekularyzacja. Kobiety pragną wreszcie niezależności, a mając prawo do nauki i pracy, mogą ją osiągnąć. Wczesne macierzyństwo jest przeszkodą w tym procesie, w drodze kariery. Spadek TFR jest więc nieuchronny.  To wyzwolenie kobiet ciągle przebiega na świecie w większości krajów. 

Partnerskie traktowanie kobiety jest koniecznością dziejową i dopiero zgodne małżeństwo dzielące sprawiedliwie obowiązki ma szanse być modelem rodziny przyszłości, z kilkoma (?) dziećmi. A o stworzenie takiego udanego związku jest trudno, o czym świadczy ilość rozwodów. Panowie, więcej zrozumienia dla kobiet! "Wściekłe macice" to nie tylko obraźliwe hasło. To dowód na to, że TFR spadnie bardziej, to taki sam sygnał jak obecność smartfona pod hijabem. 

Trzeci aspekt to koszty wychowania dziecka. Dzieci, dawniej siła robocza na polu, stały się istotnym kosztem dla pracownika z miasta, wręcz drogim symbolem sukcesu rodziców. Tym bardziej będzie więc ich niewiele, a to oznacza starzenie społeczeństwa i trudne wybory ekonomiczne. Oznacza też, że coraz więcej krajów będzie wdrażać wszelkie sposoby wsparcia rodziców, by podbudować dzietność. Socjalna Szwecja okazuje się nie wymysłem bogaczy, dziwolągiem, ale przykładem dla innych krajów. W tym kontekście 500+ w Polsce, czy podobny program w USA jest dziejowym trendem. Kto wie, jak daleko państwa będą rekompensować wysiłek wychowawczy.

Jest to zarazem jeden z nielicznych wątków gospodarczych w książce, a powiązania ekonomiczno-demograficzne są dla mnie szczególnie ciekawe. Jednak dla samych wątków społecznych i wymienionych wyżej czynników warto sięgnąć po tę lekturę, bo jest wyjątkowo przekonująca i zarazem otwiera oczy.

Autorzy wspominają wiele innych aspektów wpływających na demografię, takich jak tradycja czy zwyczaje. W każdym wypadku jednak dowodzą, że czeka nas depopulacja, która w skali globalnej zacznie się za ok. 30 lat. Pokazują też, jak wymierają wyspy, nacje, kultura i języki. 

Zgrzytem i wadą "The Empty Planet" jest dla mnie wychwalanie rozwiązania kanadyjskiego, czyli wielkiej imigracji jako uniwersalnego leku na te bolączki. Po pierwsze dlatego, że nie uchroni przed niską dzietnością, po drugie -  w dobie konkurencji o migrantów może być to wkrótce powszechne. W końcu po trzecie: takie rozwiązanie nie może trwać wiecznie, mimo że obecnie wydaje się sensowną strategią.  Model Kanady jako państwa bez narodowości mnoży pytania. Czy taki kraj wytrzyma konflikt zbrojny? Co z kanadyjską bańką nieruchomości? O tym nie ma ani słowa. Bricker i Ibbitson są bezkrytyczni w opiewaniu rozwiązania kanadyjskiego. Ba, krytykują Polskę za niską imigrację (w 2016 roku odmawiamy przyjęcia Syryjczyków). Niestety, para demografów czasem dość naskórkowo ocenia realia.

W ostatnim rozdziale książka rysuje obraz przyszłości. Nie zdradzę jaki, ale nie jest to kasandryczna pusta planeta. Tym bardziej że przyszłość kreślimy sami, i zostaje ona w pewnej mierze niezbadana. Sam zastanawiam się nad tym, czy nauka jest w stanie wydłużyć nasze życie o kolejne kilkadziesiąt lat? Czy szukanie bezpieczeństwa i wygoda doprowadzi nas do hodowli płodów, niczym w "Nowym wspaniałym świecie"? Bylibyśmy pierwszym gatunkiem, który nie rozmnaża się naturalnie. A może i ostatnim.

Książkę dostaniecie na papierze w polskich księgarniach tylko po angielsku, ale znacznie taniej i szybciej jest sięgnąć po kopię na czytniki w Amazon tu (link afiliacyjny): The Empty Planet

20 marca 2021

Uderzenie burzy (dane demograficzne za rok 2020)

Rok 2020, rok pandemii. Jak wypadła nasza demografia? Ponownie korzystam z wykresu Rafała Mundrego:

Jak widać, skala strat przekroczyła wszelkie oczekiwania. Demograficzne tornado uderza z siłą burzy. Bilans bez migracji wyniósł -122 tys. osób. Kontynuując moją analogię do znikających miast - to tak, jakby zniknął z map Gorzów Wielkopolski albo Elbląg. Jeszcze w połowie 2020 roku wydawało się, że rok zamknie strata 70-80 tys. osób. Można więc powiedzieć, że pandemia przyspieszyła trend spadkowy i nadal go przyspiesza: pierwsze miesiące 2021 roku to duża liczba ofiar COVID19.

Pandemia odsłoniła słabości systemu budowanego na złudzeniach, systemu z dykty. Braki lekarzy i pielęgniarek, kupowanie sprzętu na łapu-capu, brak procedur, wieloletnie zaniedbania w służbie zdrowia - to wszystko przełożyło się na wskaźnik 15% nadmiarowych zgonów względem poprzedniego roku, jeden z największych na świecie. Bezradność rządu, wybory robione na siłę ("tego wirusa nie trzeba się bać") i nacisk na transfery socjalne zamiast na poprawę dostępności usług publicznych to jedne z przyczyn tego stanu rzeczy. Emeryt za czternastkę nie zbuduje szpitala, nie kupi najmniejszego respiratora. Mimo to pierwszym wydatkiem były czternastki, a płace lekarzy podniesiono w ostatniej chwili (dodatki, praca z narażeniem na COVID19). To i tak postęp od chwili, gdy planowano zmusić ich do pracy siłą.

Z przytupem wchodzimy w fazę wyraźnej depresji demograficznej. Niskie stopy procentowe (a nawet ujemne), demograficzny niż i poprzedzający go kryzys przypomina historię Japonii. Od czasu do czasu mówi się o japonizacji gospodarki w kontekście utrzymywania niskich stóp procentowych, ale zapomina się o genezie japońskiego kryzysu. Po boomie lat osiemdziesiątych ceny nieruchomości w Japonii osiągnęły bardzo wysoki poziom i około roku 1990 (niektóre źródła mówią o 1989 r.) balon pękł. Kryzysowi towarzyszyło bezrobocie, a spadek giełdy był tak silny, że dotąd tokijski indeks NIKKEI nie ustanowił nowego szczytu. Kryzys rynku nieruchomości był tak silny, że ekonomiści przez całe lata mówili "Japonia jest wyjątkiem". Tylko że ten wyjątek w różnych aspektach po dwudziestu latach staje się realnością w Europie.

Japoński współczynnik urodzeń spadał już wcześniej dwie dekady, a po kolejnych 15 latach zrównał się ze współczynnikiem zgonów (wykres niżej). 20 lat w Japonii TFR pozostaje w przedziale 1.2-1.5. Moim zdaniem ceny nieruchomości mogły być jednym z czynników niskiej dzietności, a kryzys tę sytuację tylko pogłębił.

Birth and death rate of japan 1950-2019.png
Z Wikipedii: Link

Próba utrzymania niskich stóp, a w 2016 r nawet ujemnych, nie podniosła ani gospodarki, ani demografii. PKB Japonii pełza w stagnacji.

Czy coś nie przypomina Wam to? Od boomu na nieruchomości i kryzysu subprime mija 14 lat. Szereg krajów skorzystało z japońskiego wzorca i leczy problemy niskimi stopami także teraz, w pandemii. Choć japońska historia była inna i ma wiele ciekawych czynników społecznych, to może warto wyciągnąć z niej kilka wniosków? Czy konsumpcja uratuje starzejące się społeczeństwo (Japonia - średnia wieku 47 lat)? Oto kilka punktów, na jakie zwróciłem uwagę.

Mniej innowacyjna gospodarka. Gdzie jest kraj znany z walkmana i pierwszych gier wideo? Najbardziej innowacyjni są ludzie młodzi, a jako konsumenci najbardziej otwarci na nowinki. Gdy brakuje młodych, a dominują seniorzy, którzy na nowości są mniej chętni, na kim skupi się gospodarka? W 2012 roku wg Bloomberg Innovation Index Japonia była na 4. miejscu. Obecnie, w 2021 roku, jest na miejscu 12.

Mniejsza konsumpcja. Potrzeby dzieci i młodych rodzin są olbrzymie w porównaniu z potrzebami seniorów. Jak mawia Robert Gwiazdowski, główne z tych ostatnich to owsianka i pielęgniarka. Młodzi ludzie więcej zarabiają, mogą ciężej pracować i już wiemy - są innowacyjni. Ale są też konsumentami o olbrzymim apetycie na życie: większe mieszkania, samochody, dzieci, ich szkoły, podróże itd. Transfery socjalne mogą znacznie podnieść byt emerytów w Polsce, ale przykład Japonii pokazuje, że ma on swoje granice, wytyczone także stanem zdrowia. Przekroczenie ich oznacza zgon, a to całkowity koniec konsumpcji. Podejrzewam, że wielu seniorów ma tam zasoby finansowe, które prędzej uszczkną ujemne stopy i TCO, niż konsumpcja.

Trudność w odwróceniu raz obranych trendów. Obciążenie demograficzne ludzi pracujących, panujące wzorce kulturowe i rodzinne sprzyjają utrwaleniu sytuacji. "Jest jak jest i na tyle dajemy radę". Zmiany mogłaby dać imigracja, ale Japończycy to hermetyczne kulturowo społeczeństwo nieufne wobec obcych. Czy taki gajdzin (cudzoziemiec) wie, że do toalety ma włożyć oddzielne kapcie?? Jak dbać o maty tatami? Na pewno nie. Wszelkie wysiłki zmiany imigracji nie mają trwałego charakteru, bo uzyskanie obywatelstwa jest trudne. Dochodzi bariera językowa - formularze są do wypełnienia w katakanie. Imigranci to tylko tymczasowa siła robocza.

Nieco ponad 1% tymczasowych pracowników jak na 10 lat zmagań to mało. Warto sobie wziąć do serca to ostrzeżenie i nie zamykać się na imigrantów. A czy już w Japonii gorzej być nie może? Może, może! Japonia to tajemniczy obszar badawczy dla socjologów. Świat Japończyków nie rozumie, a pojawiające się nowe trendy są jeszcze trudniejsze do akceptacji. "Roślinożerni mężczyźni" to panowie skupieni na swoim wyglądzie, modzie, bardziej niż na karierze zawodowej. Alienacja społeczna staje się wyborem własnym i dotyka może nawet 1 mln osób. Małżeństwa unikające pożycia - to trendy, jakie opisuje National Geographic. Czy nas to nie czeka? Może nie, skoro mamy inną kulturę. Ale przecież nie wierzyliśmy też w japońskie stopy procentowe.

Krótko sumując, grozi nam stagnacja, zanik innowacyjności, konsumpcji i właśnie wchodzimy ze zdewastowaną służbą zdrowia w trudny okres tornada w demografii.

Na koniec chciałbym polecić książkę napisaną przez Marcina Bruczkowskiego, który japoński boom i kryzys zobaczył na własne oczy. Autobiograficzna, ubarwiona własnymi emocjami opowieść o młodym imigrancie zawiera dużą dawkę energii i humoru. Ukryte są pod tytułem: "Bezsenność w Tokio", który nie kojarzy się miło, ale to przyjemna luźna lektura i skok wstecz o ponad 30 lat.